sobota, 27 kwietnia 2013

"Never thought it’d hurt so bad..."

**Oczami Ellie**
Po chwili biegu nie mogłam złapać oddechu, więc skręciłam w stronę lasu i oparłam się o pierwsze lepsze drzewo. Sukinsyn, skurwiel, palant! Jak on mi mógł to zrobić?!? Przecież jeszcze dzisiaj rano było wszystko w porządku. I jeszcze z nią. Nigdy nie czułam się bardziej upokorzona niż dzisiaj. Wyjęłam telefon z kieszeni i zaczęłam usuwać wszystkie sms-y od niego.Usunęłam go także z kontaktów.
Nie zauważyłam kiedy zrobiło się na tyle ciemno żebym nie widziała przed sobą prawie nic. Znałam ten las jak własną kieszeń, ale w dzień nie w nocy. Przytrzymując się drzew zaczęłam iść, ale nie wiedziałam czy dobrze. W pewnej chwili potknęłam się o coś i upadłam na ziemię. Próbowałam wstać, ale moja kostka odmówiła posłuszeństwa. Próbowałam dzwonić do mamy, ale nie miałam zasięgu.
-Pomocy! - nawet nie wiedziałam kiedy zaczęłam krzyczeć - Niech mi ktoś pomoże! Skręciłam kostkę!
Przeczołgałam się pod drzewo i oparłam plecami o zimny pień. Wzięłam głęboki oddech i znów zakrzyczałam.
-Idiotko przecież jesteś w lesie... Kto cię tu usłyszy?!? - mówiłam sama do siebie
-Dokładnie... - usłyszałam zza drzewa przede mną - Nikt
Przycisnęłam się bardziej do drzewa z nadzieją, że mnie nie widzi. Ale to było głupie z mojej strony. Po chwili już poczułam zimny dotyk jego ust na moim karku, a potem coraz wyżej aż do ust.
-Wiedziałem, że jak będę cię śledził to się w końcu opłaci - szepnął mi do ucha - A teraz zabiorę co moje
Zaczął dobierać się do zamka moich jeansów, ale odepchnęłam go lekko.
-Nic tu nie jest twoje... - próbowałam uspokoić głos, ale na marne - Nie jestem twoja!
-Posłuchaj mnie... - podniósł moją brodę tak wysoko, że nie mogłam oddychać - Kocham twój głos, ale zamknij się już! - puścił mnie, a ja opadłam na ziemię
Nie mogłam złapać powietrza. On odwrócił mnie na plecy i usiadł na moim brzuchu. Moje obie ręce trzymał w swojej jednej żebym się przestała wyrywać.
-Jesteś już duża... - powiedział do mojego ucha i zaczął podnosić podkoszulek drugą ręką - Chyba mi nie powiesz, że nie tego nie chcesz...

**Oczami Trace**
Zauważyłam Ell skręcającą do lasu, ale już po chwili znikła mi z pola widzenia. Chodziłam po lesie z nadzieją, że ją znajdę, ale po chwili się ściemniło, więc pobiegłam do jej domu. Gdy jej mama powiedziała, że jej nie ma, a Logan otworzył wytrychem jej drzwi do pokoju-tak, ten debil zamyka drzwi od pokoju na klucz-i jej tam nie było-mogła wejść oknem-jeszcze bardziej się zaniepokoiliśmy.
Mama Ellie zadzwoniła na policję, a oni kazali jej jechać do nich z jej zdjęciem. Chciałam z nią jechać, ale powiedziała żebym została w domu na wypadek gdyby nasza zguba się znalazła. Usiadłam z kubkiem kawy przed telewizorem i czekałam. Modliłam się w duchu żeby nic się jej nie stało.
O 11 zadzwonił do mnie Harry czy Ell jest ze mną, bo nie może się do niej dodzwonić. Powiedziałam mu o wszystkim i po 20 minutach byli już w jej domu. Tak, oni... Bo kochany Hazza powiedział chłopakom co się stało i chcieli za wszelką cenę pomóc.

Piątek, 5 maja 2013
-Gdyby ktoś widział tą dziewczynę, proszę dzwonić na numer 79582... - Logan wyłączył telewizor i usiadł obok mamy
Patrzyła beznamiętnie w przestrzeń z kubkiem zimnej kawy w ręku.
-Mamo nie spałaś od dwóch dni... Może czas się wreszcie położyć - objął ją ciepłym ramieniem
-Moja córeczka zaginęła, a ja mam iść spać?!? - spojrzała na  niego z wyrzutem - O czym ty w ogóle mówisz?!?
-Mamo nie krzycz. Chciałem pomóc... - wziął rękę, ale po chwili znów ją objął
Po jej policzku zaczęły kapać łzy.
-Przepraszam Log... Nie powinnam na ciebie naskakiwać, przecież to nie twoja wina... - wytarła rękawem bluzy nos i spojrzała synowi prosto w oczy - Może masz rację... Spróbuję usnąć - wstała z sofy i poszła na górę
Po godzinie siedzenia na sofie i patrzenia w ogłupiający telewizor zadzwonił dzwonek. Logan niechętnie wstał z sofy i udał się otworzyć. W drzwiach stało dwóch policjantów.
-Dzień dobry... Jesteś rodziną Ellie Black? - zapytał jeden z nich
Miał około 30 lat. Był niski, a do tego gruby. Jego orli nos bardzo dziwnie prezentował się w świetle majowego słońca.
-Tak, jestem jej bratem...
-W takim razie mamy dla pana dobrą i złą wiadomość... - odezwał się drugi - Którą chce pan najpierw usłyszeć?
-------------------------------------------------------------------
Tak, tak wiem... Przerwałam w takim momencie, no ale chce was potrzymać w lekkim napięciu :) Podoba się wam blog, bo nie wiem czy go nie zawiesić... Są komentarze, ale jest bardzo mało wejść i nie wiem czy jest jeszcze sens. 

niedziela, 21 kwietnia 2013

"I'm the foolish one that you anointed with your heart, I tore it apart..."

Środa, 1 maja 2013
**Oczami Ellie**
-Dlaczego nie odbierałaś ode mnie telefonów?!? Martwiłam się o ciebie debilu! - krzyczała do mojego ucha Trace
-Trace uspokój się... Czy mogłabyś przyjść do mnie za godzinę? Proszę... - usiadłam na łóżku obok Harry'ego, a on zaczął całować mnie po szyi - Przestań! - zakrzyczałam przez śmiech
-Z kim ty rozmawiasz Ellie?
-Nie ważna Trace... Jak przyjdziesz to się wszystkiego dowiesz, całuski - rozłączyłam się, wzięłam poduszkę do ręki i zaczęłam okładać Harry'ego po głowie
-Czy możesz przynajmniej przez chwilę mi nic nie robić?!?
-Niee... - powiedział i przybliżył się do mnie
-Pff... Spadaj - odepchnęłam go, ale on przytrzymał mnie za koszulkę i spadłam na niego
-Wiem że jestem bardzo pociągający i że na mnie lecisz, ale nie musisz aż tak dosłownie - uśmiechnął się do mnie i pocałował namiętnie w usta
Tą piękną chwilę przerwał nam dzwonek do drzwi. Niechętnie wstałam z Hazzy, a on zszedł na dół otworzyć. Nie musiałam długo czekać, by dowiedzieć się kto przyszedł, bo już po chwili usłyszałam dzikie ryki dochodzące z dołu.
-Chłopcy... - powiedziałam do siebie i rzuciłam się na łóżko kładąc przy tym poduszkę na głowę
Chwile tak poleżałam, ale przypomniałam sobie, że umówiłam się u mnie z Trace. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Skierowałam się w stronę salonu by przywitać się z chłopakami i pożegnać się z Harry'm.
-Cześć chłopcy - powiedziałam do nich z uśmiechem na twarzy, a oni zamarli
-Co ty tu robisz? - zapytał Zayn z otwartą buzią
-Przyszłam się z wami przywitać...
-To Harry cię nie zabił?!? - powiedział Lou i usiadł na sofie
-Czemu miałby mnie zabijać? Lou słyszysz siebie?
-Nie wiem... - odpowiedział
-Dobra, ja chciałam się tylko przywitać i już mnie nie ma... - odwróciłam się do nich plecami - Paa
Podeszłam pod drzwi i pociągnęłam za klamkę. Były zamknięte. Zaczęłam rozglądać się za kluczami, ale nigdzie ich nie było.
-Tego szukasz? - usłyszałam za plecami głos Harry'ego i dźwięk brzęczących kluczy
-Tak Harry, tego szukam... - podeszłam do niego i próbowałam sięgnąć kluczy, ale on trzymał je wysoko nad głową
-Myślisz że ci je oddam? - spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem - To się mylisz... - uśmiechnął się, a ja wystawiłam mu język
-Harry wiesz, że umówiłam się z Trace, a do domu stąd mam z dobre pół godziny, więc oddaj mi te klucze - zrobiłam oczy kota ze Shrek'a
-Nic na mnie nie działa, chyba że... - zrobił dzióbek ze swoich ust i zamknął oczy wyczekując pocałunku
-Chyba kpisz! Za takie coś nikomu nie należy się całus! - jego nieuwaga pomogła mi w zdobyciu kluczy i już po chwili trzymałam je w dłoni - No i co skarbie?!? Łyso ci, nie? - zaczęłam otwierać drzwi, ale on pociągnął mnie do siebie i pocałował
Usłyszałam za jego plecami "Uuu" chłopaków i otworzyłam oczy. Stali wszyscy i patrzyli się na nas. Oderwałam się od Loczka i zaczęłam:
-Nie macie innych rzeczy do roboty?
-Jak myślisz Ell? - zapytał Liam z głupim uśmiechem
-Po co ja się w ogóle wysilam - machnęłam na nich ręką i wyszłam
Za 20 minut miała być u mnie Trace. Zaczęłam biec by zdążyć na czas, ale gdy dobiegłam do domu ona stała  przy bramce i czekała z założonymi rękami.
-Karzesz mi do siebie przychodzić, a potem idziesz się gdzieś włóczyć? - skarciła mnie
-Przepraszam mamo, już nie będę... - udałam że płacze, po czym obie wybuchnęłyśmy śmiechem - Czemu nie wchodzisz?
-Bo u ciebie w domu nikogo nie ma?
Otworzyłam furtkę, a potem drzwi i poszłam do kuchni.
-Chcesz lemoniady? - zapytałam wyciągając z lodówki dzbanek z żółtym napojem
-Tak... - usiadła na fotelu i patrzyła na mnie
-No co? - zapytałam podchodząc do niej ze szklanką
-Jesteś jakaś taka inna... Szczęśliwsza i w ogóle - uśmiechnęła się do mnie
-Zdaje ci się - odwzajemniłam uśmiech
-To powiesz mi co się stało? Czemu cię nie było dzisiaj w szkole? I kto ci zrobił malinkę na szyi? - poprawiła się na fotelu, a ja czułam jak zaczynają mnie piec policzki - No nie rób się czerwona buraku, tylko mi w końcu powiedz o co chodzi!
Powiedziałam jej co się wczoraj stało. Że zmieszałam Hazzę z błotem, a potem spotkałam chłopaków i oni mi wszystko powiedzieli co potem okazało się lekkim kłamstwem. No i powiedziałam jej też, że nocowałam u Hazzy i dlatego nie poszłam do szkoły.
-Twoja mama cię zabije jak się o tym dowie! - zakrzyczała Trace
-Ale ona wie o tym że nocowałam u niego... Dzwoniłam do niej
-No dobra, to cię nie zabije...
Nastała chwila ciszy. Nie powiedziałam jej wszystkiego co zaszło między mną a Hazzą. Znaczy, nie doszło do jakiś scen erotycznych czy coś, ale spokojni też nie byliśmy.
-Ejj... A może pójdziemy do parku. Przewietrzysz się i w ogóle - zapytała Trace, a ja pokiwałam głową
Po 40 minutach byłyśmy w parku. Po drodze kupiłyśmy lody. Usiadłyśmy na ławce niedaleko fontanny. Koło niej coś się działo.
-Podejdziemy tam? - zapytałam Trace i pociągnęłam ją za rękę
Przepchałyśmy się przez niezły tłumek ludzi żeby zobaczyć co się stało, ale to nie był dobry pomysł. Zobaczyłam, że Harry całuje się z Alice. Lód wypadł mi z ręki spadając na buta jakiegoś faceta.
-Uważaj gówniaro! - usłyszałam za uchem
Oni w tym czasie przestali się całować i spojrzeli na mnie.
-Jak mogłeś... - powiedziałam cicho, ale tak że Harry usłyszał każde słowo
-To nie tak jak myślisz... - odszedł od Alice i zbliżył się do mnie
-Jak mogłeś! - wykrzyczałam mu to prosto w twarz po czym uciekłam
Nie wiedziałam gdzie biegnę. Łzy zasłaniały mi moje pole widzenia. Obijałam się o ludzi, oni krzyczeli na mnie, mówili żebym uważała, ale ja nie zwracałam na nich uwagi.

**Oczami Trace**
-Jak mogłeś jej to zrobić?!? - krzyczałam na Harry'ego
-Wy się mylicie... To nie tak jak...
-Nie kurwa! Ty możesz wszystko! Bo ty jesteś Harry Styles, nastoletnia gwiazdka, która wyżej sra niż dupę ma!
-Trace ja...
-Nie przerywaj mi! Dopiero co spałeś z moją przyjaciółką, a teraz liżesz się z jakąś zdzirą?!?
-Uważaj na słowa maleńka... - wtrąciła się Alice z uśmieszkiem na ryju
-Nie udzielaj się, bo ci ją mordę obiję! - zwróciłam się do niej, ale po chwili znów patrzyłam na Harry'ego - Jesteś idiotą... Nie jesteś wart Ellie! - obeszłam go i poszłam w stronę, gdzie pobiegła Ellie
Miałam nadzieję, że ją znajdę.
---------------------------------------------------------------
Kurde, nie jestem zbyt zadowolona z tego rozdziału... I przepraszam że nie dodałam rozdziału wczoraj, ale rodzina przyjechała i nie mogłam wejść na kompa ;/ Dziękuję za komentarze i wejścia i oczekuję następnych xD Myślę, że kolejne rozdziały będą dodawane systematycznie co sobotę :)

środa, 17 kwietnia 2013

"One way or another I’m gonna find ya..."

**Oczami Ellie**
Gdy podeszłam pod dom Harry'ego jakoś tak zachciało mi się wrócić, ale nie mogłam. Musiałam z nim to wszystko wytłumaczyć. Zapukałam do wielkich drewnianych drzwi, ale nikt nie otwierał, więc pociągnęłam za klamkę. Na moje szczęście drzwi były otwarte. Starałam się wychodzić po schodach bardzo cicho, ale one i tak za każdym razem skrzypiały. Podeszłam pod pokój Hazzy, ale zawahałam się czy tam wejść. No tak, chciałam się o wszystkim dowiedzieć, ale też denerwowałam się. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi. Harry siedział na łóżku ze spuszczoną głową i patrzył na coś, co trzymał w rękach. Podeszłam do niego bliżej i chrząknęłam. Spojrzał na mnie, ale zaraz znów zaczął się wpatrywać w mały punkt leżący na jego dłoni. Usiadłam obok niego i zaczęłam:
-Może wyjaśnisz mi dlaczego powiedziałeś chłopakom, że ja ci coś zrobiłam, hę? - spojrzał na mnie
-Nic im nie mówiłem... - spojrzałam na jego rękę i już wiedziałam co trzymał
Było to nasze wspólne zdjęcie robione w budce. Strasznie się tam wygłupialiśmy.
-Harry... Ja... I ty... Przepraszam... - teraz ja spojrzałam w podłogę
Mimowolnie po moim policzku pociekła łza. Wytarłam ją szybko, żeby Harry tego nie zobaczył.
-Ell... Nie płacz mi tu, proszę cię - powiedział patrząc na mnie, a ja uśmiechnęłam się lekko - Bo ja też się rozpłaczę
Spojrzałam w jego zielone oczy. Były bardzo hipnotyzujące. Chłopak przybliżył się do mnie i po chwili poczułam jego usta na moich. Położył mnie na łóżku i zaczął całować. Ale to nie było jakieś szalone całowanie, gdy nie mogę złapać tchu, tylko powolne i bardzo miłe. Poczułam, że jego ręka jest pod moją bluzką. Odepchnęłam go od siebie i usiadłam zmieszana na łóżku. Przypomniało mi się dzieciństwo i ten odrażający facet. Ale to jest Harry.
-Przepraszam... - powiedział cicho - Nie powinienem był...
Wstał i wyszedł z pokoju zatrzaskując za sobą drzwi. Zostałam sama w jego pokoju.

**Oczami Harry'ego**
"Po co ja to zrobiłem?!?" mówiłem do siebie w myślach. Ten pocałunek z Ellie był jednym wielkim niewypałem. Jakbym nie mógł się powstrzymać!
Podszedłem pod lodówkę i wyciągnąłem z niej piwo. Otworzyłem je i wypiłem duszkiem 1/4 butelki. Usiadłem na obrotowym krześle i co chwile sięgając po butelkę myślałem. I co ja mam teraz zrobić? Przeprosić, że nie mogłem powstrzymać?
Z zamyśleń wyrwał mnie dotyk na moim ramieniu, obrót o 180 stopni na krześle i namiętny pocałunek Ellie. Po chwili oderwała się ode mnie i spojrzała prosto w oczy.
-Piłeś? - podparła się pod boki
-Może troszkę... - odpowiedziałem i przyciągnąłem ją do siebie
Całowaliśmy się jeszcze przez jakiś czas, a potem Ell przeprosiłam mnie za swoje zachowanie na górze.


------------------------------------------------------------
PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM że długo nic nie dodawałam, ale mój brak weny jest strasznie męczący. I przepraszam też za to, że ten rozdział jest taki krótki, ale był pisany na szybko. Kolejny rozdział postaram dodać w sobotę, ale nic nie obiecuję ;) 
A tak wgl to ktoś to czyta? ;33 Komentujcie, proszę Was... 

niedziela, 7 kwietnia 2013

"I don't, I don't, don't know what it is..."

Wtorek, 30 kwietnia 2013
-Czy możesz mnie na chwilę zostawić samą? Nie jestem popieprzonym czubem, żebyś musiał za mną latać! - powiedziała Ellie do Hazzy
16 kwietnia, gdy policja przyjechała do domu Trace, a potem przeszukała całą okolicę i nie znalazła tego "niby zboczeńca" uznała, że Ell ma nierówno pod sufitem. Od tamtego czasu cały czas ktoś z nią wszędzie chodzi. Nawet w łazience nie jest sama, bo Trace stoi przy drzwiach i pyta za ile wyjdzie i czy nic jej nie jest. Ale to jeszcze nie koniec.
-Ell, muszę... - mówił chłopak, dotrzymując jej szybkiego kroku
-Gówno musisz! - dziewczyna zatrzymała się i spojrzała mu w oczy - Po prostu tak jak każdy, uważasz, że jestem pojebana i powinni mnie zamknąć w pokoju bez okien! Ale ty przy tym wszystkim byłeś! Każdy z was był, a potem się tego wyparł! - zaczęła biec, ale chłopak ją złapał za nadgarstek i przyciągnął do siebie
-Za kogo ty mnie masz, co? Gdybym nie był gwiazdą to...
-To co?!? - wyrwała mu się - Zawsze na pierwszym miejscu jesteś ty i ta twoja pieprzona kariera! To dla tego nie chce z tobą być! Jesteś frajerem, który myśli wyłącznie o sobie i nie martwi się o innych! - zaciągnęła się powietrzem i po chwili kontynuowała już spokojnie - A ja jak cię poznałam... Myślałam, że jesteśmy podobni, ale jak widać myliłam się...
Chłopak stał jak wryty na dziedzińcu szkoły i patrzył jak Ellie odchodzi. Jego bardzo dobra koleżanka i niedoszła dziewczyna nagle stała się jego największym wrogiem. Miał zamiar o niej zapomnieć, ale to było prawie niemożliwe. Uzależnił się od niej. Oparł się o ścianę i patrzył na ludzi chodzących dziedzińcem po drugiej stronie szkoły, wszyscy byli tacy szczęśliwi. Ona miała racje, był frajerem. Gdy policja przyjechała mógł powiedzieć prawdę. Teraz Ell uważają za dziewczynę z bardzo wybujałą wyobraźnią, a ten facet, który jej to wszystko zrobił jest na wolności.
W jego uszach zadudnił dźwięk szkolnego dzwonka. Nie miał już co robić w tej szkole. Spacerkiem udał się do wyjścia. Po drodze zaczepiły go jakieś fanki, ale powiedział, że nie ma nastroju i że zrobi sobie z nimi zdjęcie kiedy indziej.
Wyszedł na dwór. Przymknął jedno oko, ponieważ promienie kwietniowego słońca raziły go niemiłosiernie. Przechodząc przez park zauważył chłopaków. Siedzieli na ławce i gadali o czymś z wielkim zaciekawieniem.
-A gdzie zgubiłeś Ellie? - zapytał Zayn gdy chłopak do nich podszedł
-A może by tak cześć na początek, hym? - odburknął Harry
-Stary, co tak spinasz poślady? Jak kocha to wróci... - Lou wstał z ławki i podszedł do Loczka
-Właśnie chodzi o to, że nie wróci... - chłopak zajął jego miejsce -Jestem dupkiem - spojrzał w ziemię, a po chwili schował głowę w rękach
-Ejj, Harry! - zawołał Liam i objął go przyjacielskim ramieniem - Ta dziewczyna aż tak zawróciła ci w głowie? Przecież nigdy... Tak, nigdy jeszcze nie byłeś tak zdołowany kłótnią z dziewczyną
Chłopak spojrzał na chłopaka Liam'a. Jego oczy zaszły szklaną mgiełką.
-Tylko, że to nie jest zwykła dziewczyna... - wstał z ławki i bez słowa wytłumaczenia odszedł od nich

**Oczami Ellie**
-Nienawidzę szkoły! Nienawidzę ludzi! Jestem zbyt zajebista by kogokolwiek lub cokolwiek lubić! - mówiłam do siebie wracając do domu ze szkoły - Boże, ale ze mnie pozer...
Moje chwile przemyśleń przerwał telefon. Trace chciała żebym do niej wbiła i wytłumaczyła jej algebrę. Ze mnie taki Einstein jak z koziej dupy trąba, więc powiedziałam jej żeby zadzwoniła do kogoś kto się na tym zna. Skręciłam do parku. Nie będę marnować takiej ładnej pogody na siedzeniu w domu i patrzeniu w ścianę. Usiadłam na ławce koło jakiś chłopaków. Nie spojrzałam nawet na nich tylko założyłam słuchawki i wpatrywałam się w moje buty. Lekko przechodzone już Vans'y.
Muzykę zakłócił głośny śmiech jednego z chłopaków. Wkurzona wstałam z ławki i zaczęłam iść w ich stronę, ale zobaczyłam kto to i szybko się odwróciłam. Na ławce siedzieli chłopcy z 1D.
-O nasza Ellie! - usłyszałam za plecami i odwróciłam się - Długo się nie widzieliśmy, co tam u ciebie? - zapytał Lou
-Eee... W porządku, ale wiecie, śpieszę się... - znów się odwróciłam, ale wtedy ktoś złapał mnie za rękę
-Chodź na chwilę, chce z tobą porozmawiać... - powiedział Liam i odciągnął mnie trochę dalej - Co ty zrobiłaś Hazzie?
-Co ja mu zrobiłam? - patrzyłam na niego spod byka - Jaja sobie ze mnie robisz?!?
-Nie Ell... Przyszedł tu i był taki jakiś... Dziwny
-Jak ktoś urodził się bez jaj to takie życie... Ja nic mu nie powiedziałam... Ale powiem - odwróciłam się od Liam'a i pobiegłam w stronę domu Harry'ego
Coś tam jeszcze za mną krzyczał, ale ja już nie słuchałam. Chciałam wytłumaczyć to wszystko. Co on sobie myśli! Ja mu coś zrobiłam. No kurwa baba po prostu!
----------------------------------------------------------------------
No więc tak, dziękuję za wszystkie komentarze i czekam na więcej ;] Mam nadzieję że się wam podoba... ♥

wtorek, 2 kwietnia 2013

"Baby you should know that I would..."

W 10 minut dojechaliśmy na miejsce. Grzecznie podziękowałam i skręciłam w ulicę Trace. Pod jej domem było pełno straży, policji i stare dewotki, które wszystko muszą wiedzieć. Przepchnęłam się przez niezły tłum i podeszłam do jednego z policjantów.
-Przepraszam... - poklepałam go lekko po ramieniu - Czy mógłby mi pan powiedzieć kto jest ofiarą tego jakże okropnego zdarzenia?
-Dwóch nastolatków i starsza kobieta... A teraz nie przeszkadzaj mi, pracuję! - lekko odepchnął mnie
-A może mi przynajmniej pan powiedzieć, gdzie ich przewieźli?
Facet podał mi kartkę z dwoma adresami. Jeden z nich to kostnica, a drugi szpital. Pędem puściłam się wzdłuż ulicy. Miałam trzy przecznice do pokonania, jakoś wytrzymam.
Gdy dotarłam na miejsce byłam strasznie zmęczona. Podtrzymują się ścian szłam w stronę recepcji. Pielęgniarka, która mnie zauważyła zapytała czy wszystko ze mną w porządku i czy nie potrzebuję jej pomocy, ale podziękowałam i zapytałam o Trace.
-Nie, nikt taki nie leży u nas... - po tych słowach opadłam na ziemię
To znaczy, że Trace była tą osobą, która... O Boże. Miałam mroczki przed oczami. Zapomniałam gdzie jestem i co się stało. Chciałam stamtąd jak najszybciej wyjść, ale moje nogi odmówiły posłuszeństwa.
********
Obudziłam się zlana potem. Spojrzałam po pomieszczeniu w którym się znajdowałam. Mój pokój.
-Boże... To tylko sen - powiedziałam do siebie i wstałam z łóżka
Spojrzałam na zegarek, wskazywał 19:16. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Ubrałam kurtkę przeciwdeszczową, a do tego kalosze, bo lało jak z cebra i zeszłam na dół.
-Mamo, tato, wychodzę! - zakrzyczałam i wyszłam z domu
Po 40 minutach byłam pod domem Trace. Byłam przemoczona do suchej nitki, ale miałam to gdzieś. Chciałam zobaczyć co jest nie tak z moją naj. Mam nadzieję, że nic jej nie jest i że to nie był jakiś proroczy sen.
Bez pukania weszłam do środka. Pachniało tam trawką i wódą. Nie rozglądając się poszłam do jej pokoju. Było mi strasznie zimno. Zobaczyłam ją na... Podłodze. Podeszłam do niej i otrzepałam mokre włosy tuż nad jej gołymi plecami. Ona obruszyła się i spojrzała na mnie swoimi małymi oczami. Ja przykucnęłam przy niej i objęłam ją.
-Odejdź! Jesteś mokra! - zakrzyczała
-O tak! To ty! I nic ci nie jest... - odeszłam do niej
-A co niby miałoby mi być?!? Tak, mam kaca, ale to przejdzie... - wstała i naciągnęła bluzę na ręce
-Nieważne... Czemu spałaś na ziemi? - usiadłam na jej łóżku
-Musiałam spaść... I nie siedź swoją mokrą dupą na moim suchym łóżku! - pociągnęła mnie za rękę - Chodź, dam ci coś suchego do ubrania
Nie protestowałam. Byłam przemarznięta. Szybko przeprałam się i zeszłam na dół. Usiadłam na sofie, a Trace podała mi gorącą czekoladę.
-Masz, rozgrzej się... - powiedziała i usiadła obok mnie ściągając z siedzenia brudne kubeczki i pety
-Twoi rodzice cię zabiją... - powiedziałam patrząc w telewizor
-Nie zabiją, bo się o tym nie dowiedzą... Posprzątam, ale jutro, dzisiaj nie mam ochoty - wyciągnęła telefon spod poduszki sofy i wykręciła numer
-Tsaa, jutro... - powiedziałam i upiłam trochę gorącego napoju - Do kogo dzwonisz?
-Do chłopaków... Chce się dowiedzieć co wczoraj robiłam, po tym jak mnie zostawiłaś! - spojrzała na mnie spod byka
-Zaprosisz ich tu? Do takiego syfu? - wstałam i zaczęłam zbierać kubki
-Usiądziemy w moim pokoju... Albo mogą nas gdzieś wziąć jeżeli... O hej Niall! - powiedziała do słuchawki
Wyszłam do kuchni. Nie chciałam żeby chłopcy tu przyjeżdżali. Nie po wczorajszym. Nie wiedziałam nadal co zrobić z tym wszystkim. Oczywiście chciałam powiedzieć im o tym co się stało. Że obydwaj do mnie zarywają. Ale to za jakiś... Nigdy, a nie dzisiaj!
-Ell! Chodź tu! Ktoś chce z tobą rozmawiać! - zawołała Trace, a ja wzięłam od niej telefon
-Czego? - powiedziałam oschle
-Cześć Ellie... To ja, Harry. Mam pytanko, nie chciałabyś z mną gdzieś wyskoczyć? No wiesz, miałem cię zaprosić jutro, ale jak już jesteś u trace to może...
-Nie Harry... Nie wyjdę dzisiaj z tobą nigdzie... Sorry, ale muszę kończyć. Pa! - rozłączyłam się
-Co to było?!? - Trace wstała
-Jak to co? Spławiłam go... Nie chce dzisiaj nigdzie wychodzić, a poza tym to muszę wracać do domu - rzuciłam jej telefonem w ręce i ubrałam kurtkę
-O nie! Nie zostawisz mnie tu samą z nimi... Nie dzisiaj, proszę - spojrzała mi w oczy z tym swoim uśmieszkiem
-Przykro mi Trace... Idę do domu... Mogłaś do nich nie dzwonić! - ubrałam kalosze i wyszłam - Ubrania oddam ci jutro, albo w poniedziałek w szkole
Usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami. No cóż, takie życie. Ja tylko przyszłam zobaczyć jak się czuje, a nie na spotkanie z 1D.
Padało jeszcze bardziej niż przedtem, a do tego było strasznie ciemno. Gdybym nie znała drogi od Trace do mojego domu na pamięć to bym się zgubiła. Opuściłam głowę, żeby deszcz nie padał mi w oczy. Patrzyłam na kamienie ułożone na chodniku i myślałam. Wszystko się waliło. Gdybym ich nie poznała, może nie byłoby tyle problemów.
W pewnym momencie poczułam dotknięcie na barku. Odwróciłam się, by powiedzieć tej osóbce, że chyba mnie z kimś pomylił, ale zobaczyłam jego. Tego faceta z dzieciństwa. Wystraszona patrzyłam w jego oczy, a on coraz mocniej łapał mnie za bark.
-Moje słońce... Tak długo się nie widzieliśmy. Wypiękniałaś... - podszedł do mnie bliżej, ale odepchnęłam go - Niedobra dziewczynka... - uderzył mnie w twarz - Jeżeli nie będziesz stawiać oporów to nic ci się takiego nie stanie. Chyba...
Zaczęły mi kapać łzy. Chciałam wierzyć, że to jest sen. Modliłam się w duchu żeby to się skończyło. Po co ja wychodziłam od Trace! Byłam głupia.
-Mogę cię puścić? Nie uciekniesz mi? - zapytał, a ja pokiwałam głową
Jego uścisk zelżał, a ja poczułam, że jestem wolna. Pociągnął mnie, a ja potknęłam się, ale po chwili już grzecznie szłam obok niego. Po chwili kazał mi się zatrzymać. Przybliżył swoją twarz do mojej. Jego wielkie ręce krążyły po mojej talii.
-Nie jesteś już malutka... Masz czym oddychać - jego ręka wędrowała w stronę moich piersi
Nie wiedziałam co zrobić. Zamknęłam oczy i odliczałam 3, 2, 1... Gdy powiedziałam sobie "JUŻ" w myślach moje kolano powędrowało w jego krocze, a on puścił mnie i przytrzymał w miejsce w które go kopnęłam.
-Ździra! - próbował mnie złapać ręką, ale musiałam kopnąć go dosyć mocno, bo zwijał się z bólu. Nie myśląc długo popędziłam do domu Trace. Miałam do niej bliżej niż do mojego domu. Cały czas się odwracałam i patrzyłam czy za mną nie biegnie.
Gdy dotarłam do jej domu usłyszałam głośne śmiechy i rozmowę. Chłopcy już tam byli. Pociągnęłam za klamkę. Drzwi były zamknięte. zaczęłam się tłuc, ale nikt mi nie otwierał. Po chwili usłyszałam głos Trace. "To pewnie Elka... Nie otwierajcie, poszła sobie to niech teraz stoi przed drzwiami!". Po tych słowach zaczęłam dobijać się jeszcze mocniej, a do tego się darłam. Po minucie nie miałam już sił.
-Trace... Proszę, wpuść mnie... - mówiłam już cicho, ale zobaczyłam tego faceta na zakręcie i znów zaczęłam krzyczeć - Wpuść mnie Trace! On tu jest!
Ktoś tworzył drzwi, a ja z impetem wpadłam do środka. Zamknęłam drzwi na wszystkie możliwe zamki i spojrzałam za siebie. Wszyscy patrzyli na mnie.
-Ellie... - Trace podeszła do mnie i przejechała po moim policzku, zobaczyłam, że na palcach została jej krew
-Nie odzywaj się do mnie! Jak mogłaś?!? - podeszłam do niej, łzy nadal mi kapały - Nie wiedziałam, że taka jesteś! I jeszcze to  "Nie otwierajcie, poszła sobie to niech teraz stoi przed drzwiami"!
-Ell, przepraszam...
Nie powiedziałam już nic, tylko oparłam się o ścianę i schowałam głowę w rękach.
-Chodźcie... Zostawmy ją na chwilę sa... - zaczął Zayn, ale nie skończył, bo usłyszał ciche skrzypienie za drzwiami
Wszyscy ucichli, a ja odsunęłam się od drzwi.
-To on... To on... - szeptałam cały czas się cofając - Dlaczego ja? - wpadłam w kogoś, był to Harry
Odwrócił mnie do siebie i spojrzał w oczy.
-Nie bój się, nic ci nie będzie... - przytulił mnie, a ja usłyszałam zza drzwi
-Zdejmij z niej te rączki chłopcze!
Nie patrzyłam już na nikogo ani na nic. Wybiegłam na górę i zamknęłam się w pokoju Trace. Zobaczyłam jej telefon i szybko wykręciłam numer na policję.

czwartek, 28 marca 2013

"Tell me am I outta time...?"

**Oczami Trace**
Obudziły mnie promyki wpadające przez balkon.
-Kurwa, musisz dzisiaj świecić?!? - powiedziałam, patrząc w stronę okna
Odwróciłam głowę w lewą stronę. Na szczęście nikt nie spał ze mną. Powolnym ruchem odgarnęłam kołdrę z nóg i usiadłam na łóżku. "Ale się działo..." myślałam. Wstałam i wyszłam z pokoju. W całym domu panował syf! Jakieś porozrzucane kondomy, butelki po najróżniejszych trunkach, pety i inne różne rzeczy od których chciało mi się rzygać. Jakieś dwie osóbki leżały na sofie. Nie ma to jak spać u kogoś, kogo nawet się nie zna.
Wzięłam butelkę wody i wyszłam na dwór. Usiadłam na zimnych schodach, miałam tak wielkiego kaca, że wypiłabym wszystko, co na drzewo nie ucieknie. Z domu usłyszałam dzwoniący telefon. Ruszyłam do niego, ale to jednak był zły pomysł. Dzwonili moi rodzice i pytali jak się czuję, czy nie zrobiłam czasem jakiejś imprezy i czy jadłam już obiad. Oczywiście nie powiedziałam im o imprezie, ani o niczym innym co się stało poprzedniej nocy. Jeszcze mnie nie pogięło... Po skończonej rozmowie poszłam na górę i położyłam się. Nie wiem ile wczoraj wypiłam, ale musiało być tego sporo, bo czułam się jakbym piła co najmniej z tydzień. Szybko odleciałam w objęcia Morfeusza.

**Oczami Ellie**
"Od rana próbuje skontaktować się z Trace, ale ona nie odbiera telefonu... Martwię się o nią. I jeszcze ten wczorajszy powrót do domu... Po prostu mam jebanie cholernego pecha i tyle! Dlaczego właśnie przyjaciel Harry'ego, a nie jakiś chłopak o którym nikt nigdy nie słyszał, hę?!? Mogłam nic nie mówić o tym odprowadzaniu do domu... No ale było ciemno, zimno, a do domu daleko i nie chciało mi się wracać samej... 
Chyba wszyscy moi przyjaciele pomarli, bo i na fb jest pusto, nikt nie odbiera komóry... To po prostu jakiś koszmar! Czekam do 19 i jadę z Loganem do Trace... Wali mnie to że ją obudzę albo zastanę z jakimś chłopakiem w łóżku. Chce po prostu wiedzieć co się dzieje z moją przyjaciółką..."
Logan wsunął głowę przez drzwi.
-Mama karze ci zejść na dół... Będzie wpierdol! - zaśmiał się ze swojego żartu i wyszedł
Wstałam z łóżka i zaszłam na dół. Rodzice siedzieli na kanapie wpatrując się w telewizor.
-Wołaliście mnie... O co chodzi? - stanęłam przed nimi
-Spójrz w telewizor... - powiedział ojciec i wskazał na ekran
Usiadłam na fotelu obok rodziców i słuchałam co takiego ważnego jest w TV, że mam to oglądać. Prezenter mówił o jakimś palącym się domu. Dwie osoby zginęły na miejscu, trzecia ma poparzenia 3 stopnia. Po tej gadaninie pokazali ten dom. To był dom Trace. Zerwałam się na równe nogi i wybiegłam z domu. Muszę się dowiedzieć co z nią jest. Trzaskając drzwiami usłyszałam głos mamy:
-Ale ty jesteś w piżamie Ellie!
Waliło mnie to. Jeżeli to ona jest jednym z tych trupów... Nie chciałam nawet o tym myśleć. Biegłam na oślep po mokrej jezdni. Padał deszcz, a moje buty strasznie się ślizgały. Przebiegając przez pasy nie zauważyłam nadjeżdżającego samochodu. Gdy już go dostrzegłam stanęłam na środku jezdni jak wryta. Czułam się tak jakby mi ktoś przykleił podeszwy butów do asfaltu. Poczułam mocne uderzenie, ale to nie był samochód. Ktoś przewrócił mnie na chodnik przy tym ratując mi życie. Spojrzałam na mojego wybawce. Był to dosyć przystojny chłopak. Miał blond włosy ścięte na Bieber'a-ale był od niego ładniejszy- i niebieskie oczy. Szybkim ruchem wstał z ziemi-a raczej ze mnie-i podał mi ręke. Wzięłam ją i także wstałam.
-Musisz chyba trochę bardziej uważać... - powiedział - Lunatykujesz? - objął mnie wzrokiem, a ja w tej samej chwili przypomniałam sobie, że mam tylko piżamę i zryte trampki
-Yyy... Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale nie, nie lunatykuję - powiedziałam trochę speszona - A tak w ogóle to jestem Ellie... I dzięki za uratowanie mi życia - uśmiechnęłam się
-A ja Cody, miło mi - uśmiechnął się
-O kurde... Sorry Cody, bardzo bym chciała pogadać, ale moja przyjaciółka... No... Dobra, możliwe że już nie żyję i muszę iść... - minęłam go
-A może cię podwieźć? - zapytał odwracając się w moją stronę
-Ale czym?
-Mam rower... Będzie trochę szybciej... I wydaje mi się, że jesteś trochę za bardzo rozkojarzona, by iść samej przez miasto... - wziął rower, którego wcześniej nie zauważyłam-dzisiaj wielu rzeczy nie widziałam-i podjechał do mnie - Wsiadasz? - pokazał na siodełko
-Ale ja jestem ciężka... - powiedziałam wsiadając
-Jakoś wytrzymam... Tylko się trzymaj
Objęłam go za brzuch i powiedziałam mu gdzie leż dom Trace. Nie powiem, miło tak jechać, ale jak tylko przypominałam sobie dzisiejsze wiadomości to od razu uśmiech mi schodził z twarzy.

Cody Steel

------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem... Długo mi to zajęło, ale jakoś nie miałam weny ;] Przepraszam, że nie ma w tym rozdziale chłopaków, ale jakoś tak wyszło ;p Krótkie, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. Dziękuję za komentarze i wyczekuję kolejnych <3

poniedziałek, 18 marca 2013

"Right now I'm looking at you and I can't believe..."

Pożyczyłam sukienkę Trace, a sama poszłam do łazienki. Wzięłam zimny prysznic, wysuszyłam włosy, po czym je uczesałam w koka, ubrałam się, pomalowałam i wyszłam. Nie miałam ochoty nigdzie iść, ale z moją mamą i przyjaciółką nie wygram. Logan też był gotowy. Nie wierzę, że idę z nim na tą samą imprezę. Nie chce krakać, ale to będzie jakaś katastrofa!
O 17 poszliśmy do Trace. Wszystko było tam już gotowe.
-Musiałaś to chyba od wczoraj robić... - powiedziałam sięgając po chipsa
-Nie dotykaj tego! - uderzyłam mnie lekko w rękę - Przynajmniej do przyjścia gości...
-Jeżeli ktokolwiek przyjdzie... - powiedziałam cicho
Wkurzało mnie zachowanie Trace. Tak, wiem, to moja najlepsza przyjaciółka i powinnam być to tego przyzwyczajona, ale wydaje mi się, że ona chce się po prostu upodobać chłopakom z 1D i Alice. No bo po co ją zapraszała jak jej niby nie lubi, hym? Szczerze to wisi mi to, bo przecież nie będę z nią gadać, ale to jest trochę wkurzające.
Usiadłam na sofie i włączyłam telewizor. Logan usiadł obok mnie.
-Co jest? Coś ty taka nie w humorze?
-No bo to wszystko nie ma sensu... - odwróciłam się do tyłu, żeby upewnić się czy Trace nie stoi za mną
Poszła pewnie na górę, żeby poprawić makijaż albo co tam jeszcze innego.
-To że ona robi imprezę? Przecież to nic złego...
-Jesteś debilem, wiesz?!?
-Możesz mnie przynajmniej przez jeden dzień nie wyzywać? Chce z tobą normalnie pogadać, ale jak widzę nie da się... - wstał z sofy, ale przytrzymałam go za koszulkę
-Dobra, sorry... Siadaj tu ze mną, nie będę więcej - próbowałam się zdobyć na jak najmilszy uśmiech - No bo ja nie wierze, że ona to robi dla siebie... Chce żeby wszystko było tutaj doskonałe jak przyjdą goście
-Aj tam. Wal to... - uderzył mnie lekko pięścią w bark - A wiesz kto będzie?
-Tak... Prawie cała szkoła ma niby być i... - wiedziałam, że Alice podoba się Loganowi, ale wiem też, że jak on będzie chciał z nią zatańczyć albo pogadać to ona go zmiesza z błotem - Alice...
-Ta Alice? Ta ładna? - poprawił się
-Tsaa... Ładna - wstałam z sofy, bo po pierwsze nie chciało mi się go słuchać, a po drugie pewnie i tak teraz odpłynie i będzie myślał jak to zajebiście będzie z nią gadać itp. - Sorki, ale idę do Trace... Zapytam czy nie potrzebuje pomocy

Impreza
Ellie myślała, że ta impreza to będzie jeden wielki niewypał. Miała rację. Już po 23 Trace była pijana i chodziła to z jednym to z drugim chłopakiem do pokoju. Nie widziała też nigdzie Logana. Obawiała się, że ją zostawił i będzie musiała wracać do domu na piechotę. Ach tak, jeszcze One Direction. Te całe fanki obstąpiły ich i Ell nie mogła się nawet z nimi przywitać. Pewnie i tak nie chcieli jej widzieć.
Dziewczyna wyszła z domu i usiadła na trawie. Było jej zimno, ale nie chciała siedzieć przy tych lumpach. Wzięła twarz w ręce i próbowała powstrzymać nagły śmiech.
-Boże... Co ja tu robię - mówiła do siebie - Wszyscy których znam to debile! - zakrzyczała podnosząc ręce w górę
-Ja też? - usłyszała głos za plecami
Wystraszona odwróciła się i zobaczyła uśmiechniętą twarz Horan'a.
-Ty w szczególności... - wystawiła mu język
-Proszę... - chłopak wręczył jej bluzę i usiadł obok - Jest zimno
-Dzięki - Ellie lekko uśmiechnęła się do niego
-To co tu robisz? Czemu się nie bawisz?
-Nie wiem... To nie dla mnie - spojrzała na niego, jako jedyny na tej imprezie był względnie trzeźwy - Chyba idę do domu... Trochę źle się czuje
-Zostawisz mnie tu samego? A jak mi się coś stanie? Nie mam oparcia w chłopakach, bo to pijaki i tyle... - zrobił oczy kota ze Shrek'a
-A co na przykład mogłoby ci się stać, hym?
-A na przykład mógłaby mnie jakaś szalona fanka zgwałcić, a potem zakopać w ogrodzie - powiedział bardzo poważnym głosem, a dziewczyna zaśmiała się
-Nie, zamiast cię zakopać to cię zje - wystawiła mu język i wstała - No chodź... - wystawiła do niego rękę
-Gdzie mnie zabierasz?
-Muszę ci coś wyznać... - powiedziała patrząc w ziemię - To ja jestem tą szaloną fanką! - rzuciła się na niego, a on nie utrzymał równowagi i się przewrócił
Zaczęła go łaskotać, a on śmiał się jak dziecko.
-Dość! Dość! - krzyczał - Mam straszne łaskotki!
-To dobrze! - mówiła dziewczyna
Po chwili przestała. Patrzyła na leżącego chłopaka i uśmiechała się.
-Ze mną się nie zaczyna... - powiedział Niall i szybkim ruchem przewrócił ją, usiadł na brzuchu i zaczął łaskotać
-Hahahahaah... Przestań! To niesprawiedliwe! Ja na tobie nie siedziałam! - Ellie próbowała wierzgać nogami, ale jej się nie udawało
Gdy Horan się zmęczył odszedł od niej i trochę dalej położył się na trawie. Po chwili milczenia dziewczyna zapytała.
-Odprowadzisz mnie do domu? Czy mam iść sama? - obróciła się na brzuch i spojrzała Niall'owi w oczy
-Chodź, wypożyczymy sobie samochód Harry'ego i cię odwiozę - wstał i podszedł do dziewczyny
Ta niepewnie wstała i ponownie zadała pytanie.
-Ty na pewno umiesz prowadzić samochód? No bo wiesz... Ja żartowałam, mogę zdzwonić po ojca...
-Boisz się ze mną jechać? Dobra... Jak chcesz to chodźmy na nogach
Wziął ją za rękę i poszli. Gdy byli pod domem dziewczyna podziękowała Irlandczykowi.
-Czekaj... - zatrzymał ją i lekko pocałował po czym odszedł
Ona weszła szybko do domu i zamykając drzwi na klucz myślała co właśnie zrobiła. Czuła się jak ździra. Chodzi na randki z jednym, a całuje się z drugim. Nie chcąc o tym dalej myśleć wybiegła na górę i położyła do łóżka. Całkiem zapomniała o liścikach i nieznajomym o którym rozmawiali jej rodzice. Do czasu...
----------------------------------------------------------------------------
I jak? Daję radę czy przynudzam? Tylko szczerze ;) Dziękuję za wszystkie komentarze i wejścia na bloga^^
A tu macie takie zdjęcie, które strasznie mi się spodobało ♥