W 10 minut dojechaliśmy na miejsce. Grzecznie podziękowałam i skręciłam w ulicę Trace. Pod jej domem było pełno straży, policji i stare dewotki, które wszystko muszą wiedzieć. Przepchnęłam się przez niezły tłum i podeszłam do jednego z policjantów.
-Przepraszam... - poklepałam go lekko po ramieniu - Czy mógłby mi pan powiedzieć kto jest ofiarą tego jakże okropnego zdarzenia?
-Dwóch nastolatków i starsza kobieta... A teraz nie przeszkadzaj mi, pracuję! - lekko odepchnął mnie
-A może mi przynajmniej pan powiedzieć, gdzie ich przewieźli?
Facet podał mi kartkę z dwoma adresami. Jeden z nich to kostnica, a drugi szpital. Pędem puściłam się wzdłuż ulicy. Miałam trzy przecznice do pokonania, jakoś wytrzymam.
Gdy dotarłam na miejsce byłam strasznie zmęczona. Podtrzymują się ścian szłam w stronę recepcji. Pielęgniarka, która mnie zauważyła zapytała czy wszystko ze mną w porządku i czy nie potrzebuję jej pomocy, ale podziękowałam i zapytałam o Trace.
-Nie, nikt taki nie leży u nas... - po tych słowach opadłam na ziemię
To znaczy, że Trace była tą osobą, która... O Boże. Miałam mroczki przed oczami. Zapomniałam gdzie jestem i co się stało. Chciałam stamtąd jak najszybciej wyjść, ale moje nogi odmówiły posłuszeństwa.
********
Obudziłam się zlana potem. Spojrzałam po pomieszczeniu w którym się znajdowałam. Mój pokój.
-Boże... To tylko sen - powiedziałam do siebie i wstałam z łóżka
Spojrzałam na zegarek, wskazywał 19:16. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Ubrałam kurtkę przeciwdeszczową, a do tego kalosze, bo lało jak z cebra i zeszłam na dół.
-Mamo, tato, wychodzę! - zakrzyczałam i wyszłam z domu
Po 40 minutach byłam pod domem Trace. Byłam przemoczona do suchej nitki, ale miałam to gdzieś. Chciałam zobaczyć co jest nie tak z moją naj. Mam nadzieję, że nic jej nie jest i że to nie był jakiś proroczy sen.
Bez pukania weszłam do środka. Pachniało tam trawką i wódą. Nie rozglądając się poszłam do jej pokoju. Było mi strasznie zimno. Zobaczyłam ją na... Podłodze. Podeszłam do niej i otrzepałam mokre włosy tuż nad jej gołymi plecami. Ona obruszyła się i spojrzała na mnie swoimi małymi oczami. Ja przykucnęłam przy niej i objęłam ją.
-Odejdź! Jesteś mokra! - zakrzyczała
-O tak! To ty! I nic ci nie jest... - odeszłam do niej
-A co niby miałoby mi być?!? Tak, mam kaca, ale to przejdzie... - wstała i naciągnęła bluzę na ręce
-Nieważne... Czemu spałaś na ziemi? - usiadłam na jej łóżku
-Musiałam spaść... I nie siedź swoją mokrą dupą na moim suchym łóżku! - pociągnęła mnie za rękę - Chodź, dam ci coś suchego do ubrania
Nie protestowałam. Byłam przemarznięta. Szybko przeprałam się i zeszłam na dół. Usiadłam na sofie, a Trace podała mi gorącą czekoladę.
-Masz, rozgrzej się... - powiedziała i usiadła obok mnie ściągając z siedzenia brudne kubeczki i pety
-Twoi rodzice cię zabiją... - powiedziałam patrząc w telewizor
-Nie zabiją, bo się o tym nie dowiedzą... Posprzątam, ale jutro, dzisiaj nie mam ochoty - wyciągnęła telefon spod poduszki sofy i wykręciła numer
-Tsaa, jutro... - powiedziałam i upiłam trochę gorącego napoju - Do kogo dzwonisz?
-Do chłopaków... Chce się dowiedzieć co wczoraj robiłam, po tym jak mnie zostawiłaś! - spojrzała na mnie spod byka
-Zaprosisz ich tu? Do takiego syfu? - wstałam i zaczęłam zbierać kubki
-Usiądziemy w moim pokoju... Albo mogą nas gdzieś wziąć jeżeli... O hej Niall! - powiedziała do słuchawki
Wyszłam do kuchni. Nie chciałam żeby chłopcy tu przyjeżdżali. Nie po wczorajszym. Nie wiedziałam nadal co zrobić z tym wszystkim. Oczywiście chciałam powiedzieć im o tym co się stało. Że obydwaj do mnie zarywają. Ale to za jakiś... Nigdy, a nie dzisiaj!
-Ell! Chodź tu! Ktoś chce z tobą rozmawiać! - zawołała Trace, a ja wzięłam od niej telefon
-Czego? - powiedziałam oschle
-Cześć Ellie... To ja, Harry. Mam pytanko, nie chciałabyś z mną gdzieś wyskoczyć? No wiesz, miałem cię zaprosić jutro, ale jak już jesteś u trace to może...
-Nie Harry... Nie wyjdę dzisiaj z tobą nigdzie... Sorry, ale muszę kończyć. Pa! - rozłączyłam się
-Co to było?!? - Trace wstała
-Jak to co? Spławiłam go... Nie chce dzisiaj nigdzie wychodzić, a poza tym to muszę wracać do domu - rzuciłam jej telefonem w ręce i ubrałam kurtkę
-O nie! Nie zostawisz mnie tu samą z nimi... Nie dzisiaj, proszę - spojrzała mi w oczy z tym swoim uśmieszkiem
-Przykro mi Trace... Idę do domu... Mogłaś do nich nie dzwonić! - ubrałam kalosze i wyszłam - Ubrania oddam ci jutro, albo w poniedziałek w szkole
Usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami. No cóż, takie życie. Ja tylko przyszłam zobaczyć jak się czuje, a nie na spotkanie z 1D.
Padało jeszcze bardziej niż przedtem, a do tego było strasznie ciemno. Gdybym nie znała drogi od Trace do mojego domu na pamięć to bym się zgubiła. Opuściłam głowę, żeby deszcz nie padał mi w oczy. Patrzyłam na kamienie ułożone na chodniku i myślałam. Wszystko się waliło. Gdybym ich nie poznała, może nie byłoby tyle problemów.
W pewnym momencie poczułam dotknięcie na barku. Odwróciłam się, by powiedzieć tej osóbce, że chyba mnie z kimś pomylił, ale zobaczyłam jego. Tego faceta z dzieciństwa. Wystraszona patrzyłam w jego oczy, a on coraz mocniej łapał mnie za bark.
-Moje słońce... Tak długo się nie widzieliśmy. Wypiękniałaś... - podszedł do mnie bliżej, ale odepchnęłam go - Niedobra dziewczynka... - uderzył mnie w twarz - Jeżeli nie będziesz stawiać oporów to nic ci się takiego nie stanie. Chyba...
Zaczęły mi kapać łzy. Chciałam wierzyć, że to jest sen. Modliłam się w duchu żeby to się skończyło. Po co ja wychodziłam od Trace! Byłam głupia.
-Mogę cię puścić? Nie uciekniesz mi? - zapytał, a ja pokiwałam głową
Jego uścisk zelżał, a ja poczułam, że jestem wolna. Pociągnął mnie, a ja potknęłam się, ale po chwili już grzecznie szłam obok niego. Po chwili kazał mi się zatrzymać. Przybliżył swoją twarz do mojej. Jego wielkie ręce krążyły po mojej talii.
-Nie jesteś już malutka... Masz czym oddychać - jego ręka wędrowała w stronę moich piersi
Nie wiedziałam co zrobić. Zamknęłam oczy i odliczałam 3, 2, 1... Gdy powiedziałam sobie "JUŻ" w myślach moje kolano powędrowało w jego krocze, a on puścił mnie i przytrzymał w miejsce w które go kopnęłam.
-Ździra! - próbował mnie złapać ręką, ale musiałam kopnąć go dosyć mocno, bo zwijał się z bólu. Nie myśląc długo popędziłam do domu Trace. Miałam do niej bliżej niż do mojego domu. Cały czas się odwracałam i patrzyłam czy za mną nie biegnie.
Gdy dotarłam do jej domu usłyszałam głośne śmiechy i rozmowę. Chłopcy już tam byli. Pociągnęłam za klamkę. Drzwi były zamknięte. zaczęłam się tłuc, ale nikt mi nie otwierał. Po chwili usłyszałam głos Trace. "To pewnie Elka... Nie otwierajcie, poszła sobie to niech teraz stoi przed drzwiami!". Po tych słowach zaczęłam dobijać się jeszcze mocniej, a do tego się darłam. Po minucie nie miałam już sił.
-Trace... Proszę, wpuść mnie... - mówiłam już cicho, ale zobaczyłam tego faceta na zakręcie i znów zaczęłam krzyczeć - Wpuść mnie Trace! On tu jest!
Ktoś tworzył drzwi, a ja z impetem wpadłam do środka. Zamknęłam drzwi na wszystkie możliwe zamki i spojrzałam za siebie. Wszyscy patrzyli na mnie.
-Ellie... - Trace podeszła do mnie i przejechała po moim policzku, zobaczyłam, że na palcach została jej krew
-Nie odzywaj się do mnie! Jak mogłaś?!? - podeszłam do niej, łzy nadal mi kapały - Nie wiedziałam, że taka jesteś! I jeszcze to "Nie otwierajcie, poszła sobie to niech teraz stoi przed drzwiami"!
-Ell, przepraszam...
Nie powiedziałam już nic, tylko oparłam się o ścianę i schowałam głowę w rękach.
-Chodźcie... Zostawmy ją na chwilę sa... - zaczął Zayn, ale nie skończył, bo usłyszał ciche skrzypienie za drzwiami
Wszyscy ucichli, a ja odsunęłam się od drzwi.
-To on... To on... - szeptałam cały czas się cofając - Dlaczego ja? - wpadłam w kogoś, był to Harry
Odwrócił mnie do siebie i spojrzał w oczy.
-Nie bój się, nic ci nie będzie... - przytulił mnie, a ja usłyszałam zza drzwi
-Zdejmij z niej te rączki chłopcze!
Nie patrzyłam już na nikogo ani na nic. Wybiegłam na górę i zamknęłam się w pokoju Trace. Zobaczyłam jej telefon i szybko wykręciłam numer na policję.
Dużo się w nim działo. Jestem ciekawa jak losy bohaterów potoczą się w następnym rozdziale.. ;) Będę czekała!
OdpowiedzUsuńW wolnej chwili zapraszam do siebie ;3