czwartek, 28 marca 2013

"Tell me am I outta time...?"

**Oczami Trace**
Obudziły mnie promyki wpadające przez balkon.
-Kurwa, musisz dzisiaj świecić?!? - powiedziałam, patrząc w stronę okna
Odwróciłam głowę w lewą stronę. Na szczęście nikt nie spał ze mną. Powolnym ruchem odgarnęłam kołdrę z nóg i usiadłam na łóżku. "Ale się działo..." myślałam. Wstałam i wyszłam z pokoju. W całym domu panował syf! Jakieś porozrzucane kondomy, butelki po najróżniejszych trunkach, pety i inne różne rzeczy od których chciało mi się rzygać. Jakieś dwie osóbki leżały na sofie. Nie ma to jak spać u kogoś, kogo nawet się nie zna.
Wzięłam butelkę wody i wyszłam na dwór. Usiadłam na zimnych schodach, miałam tak wielkiego kaca, że wypiłabym wszystko, co na drzewo nie ucieknie. Z domu usłyszałam dzwoniący telefon. Ruszyłam do niego, ale to jednak był zły pomysł. Dzwonili moi rodzice i pytali jak się czuję, czy nie zrobiłam czasem jakiejś imprezy i czy jadłam już obiad. Oczywiście nie powiedziałam im o imprezie, ani o niczym innym co się stało poprzedniej nocy. Jeszcze mnie nie pogięło... Po skończonej rozmowie poszłam na górę i położyłam się. Nie wiem ile wczoraj wypiłam, ale musiało być tego sporo, bo czułam się jakbym piła co najmniej z tydzień. Szybko odleciałam w objęcia Morfeusza.

**Oczami Ellie**
"Od rana próbuje skontaktować się z Trace, ale ona nie odbiera telefonu... Martwię się o nią. I jeszcze ten wczorajszy powrót do domu... Po prostu mam jebanie cholernego pecha i tyle! Dlaczego właśnie przyjaciel Harry'ego, a nie jakiś chłopak o którym nikt nigdy nie słyszał, hę?!? Mogłam nic nie mówić o tym odprowadzaniu do domu... No ale było ciemno, zimno, a do domu daleko i nie chciało mi się wracać samej... 
Chyba wszyscy moi przyjaciele pomarli, bo i na fb jest pusto, nikt nie odbiera komóry... To po prostu jakiś koszmar! Czekam do 19 i jadę z Loganem do Trace... Wali mnie to że ją obudzę albo zastanę z jakimś chłopakiem w łóżku. Chce po prostu wiedzieć co się dzieje z moją przyjaciółką..."
Logan wsunął głowę przez drzwi.
-Mama karze ci zejść na dół... Będzie wpierdol! - zaśmiał się ze swojego żartu i wyszedł
Wstałam z łóżka i zaszłam na dół. Rodzice siedzieli na kanapie wpatrując się w telewizor.
-Wołaliście mnie... O co chodzi? - stanęłam przed nimi
-Spójrz w telewizor... - powiedział ojciec i wskazał na ekran
Usiadłam na fotelu obok rodziców i słuchałam co takiego ważnego jest w TV, że mam to oglądać. Prezenter mówił o jakimś palącym się domu. Dwie osoby zginęły na miejscu, trzecia ma poparzenia 3 stopnia. Po tej gadaninie pokazali ten dom. To był dom Trace. Zerwałam się na równe nogi i wybiegłam z domu. Muszę się dowiedzieć co z nią jest. Trzaskając drzwiami usłyszałam głos mamy:
-Ale ty jesteś w piżamie Ellie!
Waliło mnie to. Jeżeli to ona jest jednym z tych trupów... Nie chciałam nawet o tym myśleć. Biegłam na oślep po mokrej jezdni. Padał deszcz, a moje buty strasznie się ślizgały. Przebiegając przez pasy nie zauważyłam nadjeżdżającego samochodu. Gdy już go dostrzegłam stanęłam na środku jezdni jak wryta. Czułam się tak jakby mi ktoś przykleił podeszwy butów do asfaltu. Poczułam mocne uderzenie, ale to nie był samochód. Ktoś przewrócił mnie na chodnik przy tym ratując mi życie. Spojrzałam na mojego wybawce. Był to dosyć przystojny chłopak. Miał blond włosy ścięte na Bieber'a-ale był od niego ładniejszy- i niebieskie oczy. Szybkim ruchem wstał z ziemi-a raczej ze mnie-i podał mi ręke. Wzięłam ją i także wstałam.
-Musisz chyba trochę bardziej uważać... - powiedział - Lunatykujesz? - objął mnie wzrokiem, a ja w tej samej chwili przypomniałam sobie, że mam tylko piżamę i zryte trampki
-Yyy... Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale nie, nie lunatykuję - powiedziałam trochę speszona - A tak w ogóle to jestem Ellie... I dzięki za uratowanie mi życia - uśmiechnęłam się
-A ja Cody, miło mi - uśmiechnął się
-O kurde... Sorry Cody, bardzo bym chciała pogadać, ale moja przyjaciółka... No... Dobra, możliwe że już nie żyję i muszę iść... - minęłam go
-A może cię podwieźć? - zapytał odwracając się w moją stronę
-Ale czym?
-Mam rower... Będzie trochę szybciej... I wydaje mi się, że jesteś trochę za bardzo rozkojarzona, by iść samej przez miasto... - wziął rower, którego wcześniej nie zauważyłam-dzisiaj wielu rzeczy nie widziałam-i podjechał do mnie - Wsiadasz? - pokazał na siodełko
-Ale ja jestem ciężka... - powiedziałam wsiadając
-Jakoś wytrzymam... Tylko się trzymaj
Objęłam go za brzuch i powiedziałam mu gdzie leż dom Trace. Nie powiem, miło tak jechać, ale jak tylko przypominałam sobie dzisiejsze wiadomości to od razu uśmiech mi schodził z twarzy.

Cody Steel

------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem... Długo mi to zajęło, ale jakoś nie miałam weny ;] Przepraszam, że nie ma w tym rozdziale chłopaków, ale jakoś tak wyszło ;p Krótkie, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. Dziękuję za komentarze i wyczekuję kolejnych <3

1 komentarz:

  1. No rozdział bardzo fajny ;) Ciekawe co bd dalej z tym chłopakiem..^^
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :3

    OdpowiedzUsuń